wtorek, 31 lipca 2012

Rozdział 11


                -Britney…?-usłyszałam wołanie.-Brit, to Ty…? Ej, co jest?-Nathan natychmiast znalazł się przy mnie.-Dlaczego płaczesz?
Nic nie odpowiedziałam, po prostu, nie byłam w stanie…
-Choć, pójdziemy na kanapę, nie  będziesz tak siedzieć pod drzwiami…-pomógł mi wstać, objął ramieniem i zaprowadził do salonu.-No, skarbie, co się stało?-zapytał gładząc moje włosy i nadal obejmując.
Yyy… Skarbie? Okeeej…
-Bo… No bo…-nie wiedziałam, czy powiedzieć mu to wprost, czy jak…
-No mów…-zachęcił mnie.
-No bo… Pokłóciłam się z Markiem… I on mnie… Uderzył…-wyłkałam.
-CO?!-odkręcił moją głowę w jego stronę, tak, żebym mogła spojrzeć mu w oczy.-On, Ciebie?! No już rozumiem, że mnie… No ale własną siostrę?!
-Sam zobacz…-odgarnęłam włosy, pod którymi  zapewne ukryty był siniak…
-Bardzo Cię boli?
-Trochę…
-Mam nadzieję, że nic więcej Ci nie zrobił?!
-Nie… Spokojnie…
-Dlaczego akurat Ty całe życie musisz cierpieć? A nie ja?-zapytał po chwili ciszy.
-Bo Ty na to nie zasługujesz… Tylko ja… Tylko ja mogę mieć tak spieprzone życie, nikt więcej. Zrozum.
-Przestań…-mocniej mnie przytulił.
     Siedzieliśmy tam jeszcze długo, w ciszy, wtuleni w siebie…
                                                                    
                                                  ***sobota, zakupy***
                -Nie chce mi się zapieprzać po tych schodach z torbami.-jęknęła Katie.-Choć do windy!-pociągnęła mnie za rękę i zaprowadziła tam.-To jak? Gdzie jedziemy?
-Na -1.-parsknęłam, po czym się zaśmiałam.
-Ok!
-Czy Ty to ku**a na serio wzięłaś?!-krzyknęłam, kiedy zobaczyłam, że zaczynamy zjeżdżać gdzieś w parking podziemny.
-No mówiłaś na -1, to wcisnęłam!
-To był sarkazm inteligencjo!-zrobiłam facepalma.
-No wybacz! Już biorę na tam, gdzie byłyśmy.-i wcisnęła guzik.
-Po cholerę tam, gdzie byłyśmy?! Na 0 trzeba było!
-No to wyrażaj się jaśniej?!
-Wyrażam się jasno?!
-Nie?!
-Tak?!
-Nie?!
-Tak?! Nigdy. Więcej. Windą. Z. Tobą. NIGDY WIĘCEJ!-krzyknęłam, po czym wyszłam z windy jak z procy i zaczęłam zbiegać schodami na dół.
-To Ty sobie biegnij, ja zjeżdżam!-usłyszałam jeszcze jej krzyk.
I wyszło na to, że to ja szybciej znalazłam się w danym miejscu, niż ona. (miałam identyczną, no dobra, podobną sytuację na moich zakupach, tylko my byłyśmy we 3, ja, Natalia, Sylwia :D i to Sylwia była w tym przypadku Katie, a ja z Natalią Britney xd)        
                Wróciłam do domu, i pierwszą rzeczą, którą zrobiłam, to walnęłam na łóżko. O tak, me gusta. Potem, rozpakowałam te torby (uwierzcie, dużo ich było ^^). W pewnym momencie, usłyszałam dzwonek do drzwi. Nathan poszedł otworzyć.
-Dzień dobry. Komisarze Smith i Banks. Czy zastaliśmy może pannę Britney Lane?-jeden z  nich zadał pytanie.
-To ja.-powiedziałam wychodząc z pokoju i kierując się w ich stronę.-A o co chodzi?
-Hmm… Czy możemy wejść? To nie jest rozmowa na miejsce przy drzwiach…
-Oczywiście, zapraszamy.-Nathan szerzej otworzył im drzwi.
Chłopak posłał mi pytające spojrzenie, na co ja wzruszyłam tylko ramionami.
-Więc o co chodzi?-ponowiłam pytanie, kiedy usiedliśmy już wraz z Nathem naprzeciwko policjantów.
-Jak by to powiedzieć…-zaczął Smith.
-Niech mówi pan prosto z mostu.-zachęciłam go z uśmiechem.
-No dobrze… A więc… Pani brat, Mark Lane, nie żyje…-powiedział ze smutną miną.
Zatkało mnie. Po prostu, zatkało. Złapałam się za usta i z trudem powstrzymałam łzy…
-Jak to się stało?-zapytałam po chwili, a raczej wyszeptałam.
Nathan spostrzegł, że zaraz wybuchnę płaczem, więc czym prędzej przysunął się do mnie i objął ramieniem…
Komisarz spojrzał na mnie z żalem  oczach, by chwilę potem, powiedzieć mi te okropne słowa… 

*****************************************
napisany, bo matka polazła się opalać ^^  dedykuję go wszystkim, którzy skomentowali ostatni rozdział ♥  no, w nexcie będzie bardzo smutno, jeśli dobrze to opiszę, powinnyście płakać ^^ ;) zapewne wiele osób wie, że mam teraz w życiu bardzo ciężki okres... w chwili słabości zrobiłam coś, czego teraz żałuję... i nie, nie pocięłam się, ale i tak mam teraz małą pamiątkę na ręce -,-' jest mi wstyd, że mówię innym, żeby się nigdy nie poddawali, a tak naprawdę, sama się poddaję... od dziś biorę się w garść i idę przez życie twardo, mam nadzieję, że mi się to uda i wkrótce zacznę przezwyciężać trudności mojego życia, których jest coraz więcej... życzcie mi siły, jest mi teraz naprawdę bardzo potrzebna ♥
pozdrawiam ;*
love.

niedziela, 29 lipca 2012

Rozdział 10


                Po kilku dniach Nathan ogarnął się i przestał niańczyć mnie 24 godziny na dobę. Chociaż, to było całkiem fajne… Z pracy, postanowiłam jednak zrezygnować. To nie najlepsze miejsce dla mnie… Może niedługo znajdę nową, czas pokaże.
                Kiedy zaczęłam już normalnie funkcjonować, poszłam na trening. Poznałam się z dziewczynami i niestety, można było je podzielić na dwie grupy: dziunie i pustaki, oraz te normalne.
-Nie zwracaj uwagi na te bezmózgi, one tu prawie wszystkich wku**iają.-powiedziała mi w pewnym momencie Katie, lewa rozgrywająca.
Wraz z tą dziewczyną szybko znalazłam wspólny język. Nawet zostałyśmy trochę dłużej po treningu, żeby pogadać z trenerem. Odebrałyśmy też komplet strojów i dresy. Czyli razem: 3 koszulki, 3 pary spodenek i 1 dres. (u nas jest tego więcej, bo teraz nowe dostaniemy ^^) Od razu przymierzyłyśmy sobie koszulki.
-Taki dekolt, że aż golf.-skomentowała Katie, na co ja parsknęłam śmiechem. (to tekst mojej kuzynki :D) –Boże! Co Ty masz na plecach?!-wykrzyknęła, kiedy zdejmowałam ją.-I rękach też!
Głośno westchnęłam i opadłam na ławkę, patrząc na nią z kwaśną miną.
-Serio chcesz wiedzieć?-zapytałam.
-No jasne.-odpowiedziała dosiadając się do mnie.
Znów westchnęłam i zaczęłam jej opowiadać. Kiedy już skończyłam, z moich oczu wypłynęła tylko jedna, samotna łza, którą szybko otarłam. Nie będę już więcej płakać, to co się stało, już się nieodstanie…
-Nie wiem, co powiedzieć… Tak mi przykro…-powiedziała, po czym serdecznie mnie przytuliła, co ja odwzajemniłam.
-Było, minęło. Trzeba żyć dalej…-podsumowałam.
-Podziwiam Cię, za twoje podejście…
-Jeszcze nie tak dawno temu byłam zupełnie inna. Teraz nauczyłam się żyć z przeświadczeniem, że nie mogę się nigdy poddać. To mi bardzo pomogło.
Katie pokiwała głową, patrząc się w podłogę.
-Co powiesz na jakieś małe zakupy w sobotę?-zaproponowała, przeczesując palcami swoje długie, lekko kręcone, brązowe włosy.
-Bardzo chętnie. O której?
-Koło 12:00. Muszę się wyspać.-puściła mi oczko.-Pracujesz gdzieś tak w ogóle?
-Pracowałam… Ale zrezygnowałam, to nie była praca dla mnie…
-Ja pracuję w pizzerii u rodziców. Jeśli chcesz, to mogę się zapytać, czy by Cię przyjęli…
-Na serio?! Będę bardzo wdzięczna!-przytuliłam ją.
                Potem wróciłyśmy do mieszkań. Okazało się, że Katie mieszka kilka ulic dalej.
    Była już prawie 20:00, kiedy wracałam do domu. Jednak wejście do apartamentowca zagrodził mi Mark…
-Czemu łazisz sama po mieście o tej porze? Przecież wiesz, że ta akcja równie dobrze może się powtórzyć!-wyleciał z pretensją.
-Człowieku! Jest 20:00, nawet nie jest jeszcze ciemno! Poza tym, jestem dorosła, daj mi spokój!
-Ja tylko chcę, żebyś była bezpieczna i żeby nic Ci się nie stało!-ciągnął dalej.  
-Już się stało, debilu! Gdybyś nie zaplątał się w to całe gówno, nie miałbyś problemów! Ani Ty, ani ja!
-Dobrze wiesz, że potrzebowałem kasy!
-Poprzez zabijanie ludzi?! Ogarnij się, człowieku! Jest wiele innych zawodów!
-Nie pouczaj mnie!-strzelił mi z liścia w twarz.
Szybko złapałam się za policzek i spojrzałam na niego zszokowana.
-Co? Powiedział Ci ktoś kiedykolwiek, że nie mogę Cię uderzyć?-zapytał z kpiącym uśmieszkiem.
-Jesteś moim bratem…-wyszeptałam.
-I co z tego?!-ponownie mnie uderzył…
-Nie jesteś już tym samym człowiekiem! Tym samym, kochającym Markiem, którego tyle lat znałam! Który mnie zawsze pocieszał! Uderzając Natha, zrozumiałam, że jesteś zdolny do wszystkiego! Jesteś potworem bez serca!-krzyczałam mu w twarz, po czym wyminęłam go i wbiegłam do apartamentowca.
                Wjechałam windą na górę. Z płaczem wpadłam do mieszkania i osunęłam się na podłogę po jego drzwiach… 

*******************************
wyszedł krótki i beznathanowy xd  wybaczcie ;c to chyba najgorszy mój rozdział -,-' następny nie wiem kiedy, bo nigdzie nie jadę (nie ważne, dlaczego...), ale mama ma wolne i w domu jest, OMG... ale postaram się w tym tygodniu ;) nie martwcie się, w następnych wam wynagrodzę brak czapkoholika, bo go pełno będzie :3 przerażacie mnie, 46 obserwatorów! O.O ♥ 
do napisania, kocham ♥
love.

czwartek, 26 lipca 2012

Rozdział 9


                Obudziłam się chyba dość wcześnie, sama. Czułam się dużo lepiej, przede wszystkim, jedyną rzeczą, jakiej pragnęłam, był dom. I nie ten dom w Glasgow, żeby nie było. Leżałam tak może z godzinkę, dwie. W końcu przyszedł Jay i powiadomił mnie, że chłopaki niedługo przyjadą. Dowiedziałam się też, że Nathan nadal odsypia.
                Po jakichś 20 minutach, do szpitala zawitali chłopcy. Jay poszedł po nich i chwilę później wrócił razem z resztą The Wanted, poza Nathem oczywiście.
-Chłopaki, to jest Britney, Britney, to są kolejno Max, Tom i Siva.
Aha, czyli Max to ten napakowany łysol, Tom to ten, który wygląda na naćpanego i nachlanego ziomka (xd), a Siva to mulat.
-Miło mi.-uśmiechnęłam się.
-Nam też.-wyszczerzył się  Max.
-Jak Ci się podoba Londyn?-zapytał Tom, siadając na krzesełku koło mnie.
-Bardzo ciekawe i piękne miasto. Mam nadzieję, że zacznę tu lepsze życie od mojego poprzedniego.
-Dlaczego uciekłaś aż tutaj?-spytał Siva.
-Chciałam jak najdalej, jak najdalej od nich… Poza tym, w Londynie są lepsze warunki życia, więcej ofert pracy, więcej klubów sportowych, itd.
-Słusznie.-kiwnął głową Seev.
-Co Ty masz na rękach?-zapytał po krótkiej ciszy Tom.
Prawą dłoń zacisnęłam w pięść, głowę odwróciłam w lewo, w stronę okna. Przygryzłam dolną wargę i zamknęłam oczy. Dlaczego? Dlaczego ten pieprzony ból, te okropne wspomnienia, wracają do mnie za każdym razem?!
-Nie ważne, lepiej, żebyś nie wiedział…-wymamrotałam otwierając oczy i gapiąc się w okno.
-Dobrze, przepraszam…-spuścił głowę.
-Nic się nie stało…-odwróciłam się i uśmiechnęłam.
                Rozmawialiśmy prawie cały dzień. Chłopaki ciągle mnie rozśmieszali, polubiliśmy się.
                                                                        
                                                            ***
                W końcu, minęło to upragnione kilka dni, kiedy mogłam opuścić szpital. Nathan przyjechał po mnie.
-Dasz radę wstać, czy Ci pomóc?-zapytał, kiedy siadłam na łóżku.
Nic nie odpowiedziałam, ale on i tak złapał mnie za ręce i pomógł wstać. Ale długo tak nie ustałam. Szybko straciłam równowagę i prawie zaliczyłam glebę, gdyby nie Nath.
-Jesteś jeszcze słaba, zaniosę Cię.-powiedział troskliwie.
-Połamiesz się…
-Na pewno! Nie marudź.-zaśmiał się.
Szybkim ruchem wziął mnie na ręce i wyniósł ze szpitala. Delikatnie posadził mnie na przednim siedzeniu swojego samochodu. Drogę przebyliśmy w dość krótkim czasie. Nathan znów  wziął mnie na ręce i poszedł w stronę apartamentowca. Wsiedliśmy do windy.
-Nathan, nie musisz mnie już trzymać, jesteśmy w windzie.-uśmiechnęłam się do niego.
-Oj tam, oj tam.-powiedział.
-Nie ojtamuj mi tu teraz…
-Oj tam, oj tam.-zaśmiał się.
Kiedy się zatrzymaliśmy, poszliśmy do mieszkania. Tam chłopak mnie postawił. Poszłam wziąć odprężającą kąpiel. Potem, przebrałam się w moją piżamę, czyli luźną koszulkę z napisem „HANDBALL” i krótkie spodenki. W końcu położyłam się  na moim łóżku. Wtuliłam głowę w poduszkę i nakryłam się kołdrą. Zamknęłam oczy i powoli zaczynałam zasypiać, kiedy usłyszałam, że drzwi do pokoju się otwierają. Otworzyłam jedno oko, dopiero potem drugie ze zdziwienia.
-Co Ty tu robisz?!-zapytałam, kiedy Nathan z poduszką zaczął kierować się w stronę łóżka.
-Idę spać.-odpowiedział jakby nigdy nic, wskakując na nie.
-Tutaj?!
-Tak, teraz Cię trzeba pilnować, zarówno w dzień, jak i w nocy.-położył się obok mnie.
-Super.-mruknęłam.
Odwróciłam się na drugi bok i zamknęłam oczy. Ku**a. Czemu mi tak jest zimno? Skuliłam się i nakryłam kołdrą, jak najwyżej się dało. Tak, mamy lipiec, ale nie należy on do najcieplejszych. Określenie „mamy piękną jesień tego lata”, jest najlepszym do temperatur 13 stopni.
-Zimno Ci?-usłyszałam po chwili.
-Troszkę…
Poczułam, jak przybliża się do mnie, i nieśmiało, delikatnie zaczyna obejmować od tyłu. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz, przechodzący przez całe ciało. Serce zaczęło bić szybciej.
-A teraz? Lepiej…?-zapytał, jakby z nadzieją.
-Tak…
-To dobrze. Słodkich snów.-powiedział.
-Dobranoc.
Okeeej, to było dziwne… Ale jakie przyjemne… Tak, bo tylko Britney potrafi nie mieć żadnego chłopaka do tej pory. Dlatego, poczułam się trochę niekomfortowo, jak i zarówno przyjemnie. Tak, Jay miał chyba rację… On się zakochał. Chyba. I ja w nim. Tak, ja też. Teraz to wiem. Bardzo dobrze wiem. Ciekawe, czy między nami kiedykolwiek narodzi się coś większego…
                W końcu zasnęłam, z tymi myślami, wtulona w chłopaka. Słysząc jego równomierny oddech i rytmiczne bicie serca, poczułam się bezpiecznie. 

***********************************
macie rozdziała :) pisany ze zjebanym humorem, no dobra, już nie aż tak, dziękuję dziewczynom z czatu <3 
wróciłam od kuzynki, kuźwa, jprdl, ale to był wyjazd, zaraz wam opowiem xd  we wtorek wraz z kuzynką i jej koleżanką polazłyśmy na tory xd przeszłyśmy po torach około 3 km xd nie ma to jak spieprzanie przed pociągami lol xd potem wracałyśmy 2 km ruchliwą drogą przez las, poboczem xd nie dość tego, rodzice mojej kuzynki zabronili jej tam chodzić, bo starsza kuzynka miała tam wypadek samochodowy... jej kolega został potrącony i potem na nią wpadł... ale miała wtedy tylko obite udo i cała nogę ;) xd i akurat nas mijali O.O my wracamy do domu, trzęsiemy się, że jak wrócą to będzie opierdol itd. xd wrócili, żadnego opierdolu nie było, zrobili nam tortillę i tylko się nas pytali, co żeśmy tam robiły xd to my że nic i koniec rozmowy haha! xd wczoraj pojechałyśmy do Mińska na zakupy ^^ wzbogaciłam się o bluzkę z Croppa, na którą wcześniej polowałam haha xd i  kuzynka stwierdziła, że ten pociąg co podjechał to nie nasz xd potem się okazało, że to nasz i musiałyśmy czekać godzinę na kolejny xd mało tego, do tej pory nasze bilety stały się nieaktualne o dokładnie 4 minuty xd więc wchodzimy do pociągu, a tam kuźwa kanar O.O to my spieprzamy jak najdalej od niego xd i nas nie przyłapał ^^ także tego... wyjeżdżam albo jutro w nocy, albo w niedzielę w nocy ;) nie wiem, jak tam tyle czasu z matką wytrzymam... -,- więc rozdziały nieprędko...  ;c no proszę, już nie mam zjebanego humor hah ^^ dziękuję za 43 obserwatorów ♥ a za pozwolenie na obejmowanie dziękuję cioci willow ^^ ♥
kocham ;**
love.
PS. a jak żyjecie po wtorkowym weselu i uro Jaya w jednym, z gwiazdami? ^^ mam zajebistą żonę teraz, czyż nie? <3

poniedziałek, 23 lipca 2012

Info.

A więc, niestety, ale dziś jeszcze nie wyjeżdżam nad morze, za to jadę na 3 dni do siostry ciotecznej ^^. Jeśli nam się uda, to do Łeby wyruszymy jeszcze pod koniec tygodnia, najlepiej w piątek w nocy, i wrócimy około czwartku. Tak więc, najprawdopodobniej ani w tym, ani w następnym tygodniu nie będzie rozdziałów xd. Chyba, że uda mi się napisać w czwartek lub piątek, to będzie ^^. Mam nadzieję, że wytrzymacie i nie będziecie smutać ;*. No chyba, że się cieszycie xd. Pamiętajcie, jutro mój ślub i uro Jaya, fajnie że będę haha! xd. Doznałam szoku, bo właśnie zobaczyłam 42 obserwatorów (!) ♥ Tym oto sposobem dogoniłam mój poprzedni blog :D.
Miłych wakacji xx  ;*
love.

piątek, 20 lipca 2012

Rozdział 8


                -Nath, naprawdę, idź odpocząć… Bez obrazy, ale wyglądasz po prostu strasznie…-powiedziałam, kiedy siedział już ze mną kolejny, chyba trzeci dzień.
Chłopak patrzył się na mnie przez chwilę.
-No dobra… Zadzwonię po Jaya. Trzymaj się.-nachylił się nade mną i dał buziaka w czoło, po czym delikatnie przeczesał mi włosy.
Uśmiechnął się jeszcze wychodząc.
                Za jakieś, może ze 20 minut, do sali przyszedł Jay.
-Siema młoda.-rzucił siadając na krzesełko.
-Witaj loczku.-powiedziałam z uśmiechem.
-Jak się czujesz?
-Już lepiej. Z każdym dniem czuję, jak nabieram nowych sił. No, ale jeszcze trochę czasu tu spędzę.
-Z tego co mi wiadomo, jeśli będzie dobrze, to wyjdziesz za maksymalnie tydzień.
-O, to super!
-Ale słuchaj, musimy pogadać…
-No, słucham. Już się boję!-zaśmiałam się.
-Czy Ty tego nie widzisz?
-Czego?
-No bo… Naprawdę nie widzisz?! To jest tak widać… Uważam, że Nathan się zakochał… I to w Tobie.
Przez chwilę nie potrafiłam nic powiedzieć. Nath zakochał? I to we mnie?! Na pewno! Jakby nie miał w kim, rzeczywiście!
-Chyba Cię poj*bało.-stwierdziłam.
-Ej, ranisz! Ja sobie nie robię z Ciebie jaj, tylko chcę Ci to uświadomić! I tak prędzej, czy później, sama to zauważysz. Naprawdę, nie widzisz tego, jak on na Ciebie patrzy? Jak zachowuje się przy Tobie? Ile czasu spędza z Tobą, teraz, jak jesteś w szpitalu? Jego pielęgniarki siłą na noce wyganiały, jeszcze wtedy, gdy byłaś nieprzytomna. Ledwo stał na nogach, a mimo to, chciał być z Tobą…
Szczerze? Jay uświadomił mi, że to chyba prawda… Ale nie! To nie może być prawda! Nikt, a szczególnie gość, który może mieć każdą, nie chciałby takiej partnerki. Bo kto chciałby mieć kogoś, kto na całym ciele ma pełno ran, których nigdy się nie pozbędzie? Kogoś, kto ma tak słabą psychikę i tak długi sznur doświadczeń? Nikt. Po prostu nikt.
-Czy Ty… A czy Ty coś do niego czujesz…?
Czy ja coś do niego czuję? Szczerze? Nie. Naprawdę, zawsze postrzegałam go jako najlepszego przyjaciela. Tylko. Może fakt, do brzydkich nie należy, ale ja do niego nic nie czuję…
-Jay… To mój dobry przyjaciel. Nic więcej. Naprawdę.
-Ja i tak wiem swoje. Zobaczysz, nim się obejrzysz, będziecie parą. Jestem pewien, że on Cię nie skrzywdzi, i skrzywdzić nie pozwoli. On już teraz się zachowuje tak, jakbyś była jego dziewczyną… Poza tym, Wy byście razem tak słodko wyglądali… Pasujecie do siebie!
Pasujemy? Wątpię…
-Jay, błagam, skończmy ten temat…-jęknęłam.
-No dobrze, ale i tak zobaczysz, że miałem rację.
-Mhm.
   Potem, zaczęliśmy gadać o wszystkim i o niczym. Z Jayem przesiedziałam cały dzień. Zbliżyliśmy się do siebie, opowiedzieliśmy o naszym życiu… Tak, z tym to się zeszło, szczególnie w moim przypadku.
-Może chcesz poznać resztę zespołu? Natha i mnie już znasz…-zapytał, po niezręcznej ciszy, która zapanowała po poprzedniej rozmowie.
-Czemu nie. Ok.
-To postaram się ich tu jutro ściągnąć.-uśmiechnął się.
                W końcu nadszedł wieczór. Jay pojechał do domu, a ja zostałam sama z moimi myślami. Czy to naprawdę możliwe, że Nath się we mnie zakochał? Przecież to nielogiczne! Ani nie jestem ładna, ani nic… Mam słabą psychikę, pełno blizn na ciele… To na pewno nie jest pociągające, o nie. Jest sławny, bogaty, może mieć każdą. Po cholerę mu ja. No co? Taka prawda. Może Jayowi się tak tylko zdaje… Ale on zna go dużo dłużej niż ja. Wie, jaki jest, jak się zachowuje… A co, jeśli ma rację? Jeśli on faktycznie mnie kocha?! Oby tak nie było… A jeśli ja też się w nim zakocham?! O Boże… Masakra! Po prostu! Dobra, kończę ten drażniący, idiotyczny temat! Przekręciłam się na drugi bok. Zamknęłam oczy. I zobaczyłam Natha! Natychmiast je otworzyłam. No tego, to już kuźwa za wiele! O nie! Nie, nie mogę się zakochać, nie mogę…
                Leżałam już którąś godzinę  otwartymi oczami, lampiąc się w bardzo interesujący sufit. W końcu zmorzył mnie sen… I nie, nie o nim. Sama nie wiem o czym, ale nie o nim. 

**************************************
uff! napisałam! nie miałam pomysłu, więc wyszedł, jak wyszedł -,-' w nexcie, będzie ciekawie ;D przynajmniej powinno ^^ także tego... czekać xd mam ważne info: najprawdopodobniej, w poniedziałek wyjeżdżam nad morze ^^ do Łeby, był ktoś może? jak tam jest? xd bo mi się na zdjęciach Łeba spodobała i tam jedziemy xd więc, pewnie nie będzie rozdziałów w przyszłym tygodniu ;c cieszycie się? ^^ na pewno :D mam teraz tak długie paznokcie (pomarańczowe ^^), że mi się trudno pisze o.O widziałyście wczoraj Toma i jego SJEEMAAA POOLSKAAA! ?! to było świetne ♥ aww, kochają nas ^^ jaram się tym bardziej, niż Fretka Jeremiaszem :D czy jak to tam się pisze xd a teraz idę zjeść śniadanie xd
kocham ;*
love. 

wtorek, 17 lipca 2012

Rozdział 7


                Ból. Niesamowity, przeszywający ból. A więc, skoro, czuję ból, to jeszcze żyję… Powoli, z trudem otworzyłam oczy. Szpital. Jakieś aparatury, kroplówki i inne dziadostwa podłączone do mnie. Odwróciłam lekko głowę w lewą stronę. Na szafce nocnej leżał mój telefon. Nie wiem, jakim cudem udało mi się go wziąć w rękę. Wow! Dziś mija czwarty dzień, odkąd praktycznie nie dawałam znaków życia. 20 połączeń nieodebranych i kilka sms-ów. A wszystko od Natha.
O 22:15:
Ile ty tam w tej pracy będziesz siedzieć?! No bez przesady!
O 22:17:
Dlaczego nie odbierasz ani nie odpisujesz?! Co się z tobą dzieje?!
O 22:20:
Hej, to nie jest śmieszne!
O 22:22:
To naprawdę NIE JEST śmieszne! 
No, nieźle. Odłożyłam komórkę na szafkę i zamknęłam oczy. Czułam, że jeszcze sporo czasu tu spędzę. Jestem strasznie słaba… Usłyszałam jakieś wrzaski i spojrzałam w stronę korytarza. Za szklanymi drzwiami, zobaczyłam Natha i Marka.
-Ty ch*ju! To przez Ciebie ona tam leży!-darł się Nathan.
-Zamknij się szczylu! Ty nic nie rozumiesz!-wrzasnął Mark, po czym przywalił Nathowi z pięści w twarz.
A potem kolejny raz, i kolejny, i kolejny… Tak, aż chłopak osunął się o ścianę na podłogę… Poczułam ukłucie w sercu. Jak on mógł go uderzyć… Przecież to właśnie dzięki niemu, jestem jeszcze na tym świecie. Dzięki niemu, mam gdzie mieszkać. W oczach zaczęły zbierać mi się łzy. Wtedy Mark spojrzał w moją stronę. Natychmiast wbiegł do sali, w której się znajdowałam.
-Britney, to nie tak, jak myślisz!-powiedział, kiedy był już przy moim łóżku.
-Wyjdź…-wyszeptałam, ledwo słyszalnie.
-Ale…
-WYJDŹ STĄD, ROZUMIESZ?! GDYBY NIE TY, ŻADNE Z NAS NIE MIAŁOBY KŁOPOTÓW! NIE CHCĘ CIĘ ZNAĆ, ROZUMIESZ?! NIE JESTEŚ TYM SAMYM CZŁOWIEKIEM, KTÓREGO TYLE LAT ZNAŁAM! NIE JESTEŚ CZUŁY I WRAŻLIWY, TERAZ MASZ SERCE Z KAMIENIA! JAK TY W OGÓLE MOGŁEŚ GO POBIĆ?! PRZECIEŻ WIESZ, ILE DLA MNIE ZROBIŁ! WYJDŹ STĄD!-nie mam zielonego pojęcia, skąd wzięłam tyle siły, żeby się tak wydrzeć.
Nagle, wszystkie te urządzenia zaczęły głośno piszczeć, a ja znów poczułam tą dziwną niemoc i odpłynęłam…
                                                              ***
                Ból. Niesamowity, przeszywający ból… Skądś to chyba znam… Powoli otworzyłam oczy. To samo miejsce, nic się nie zmieniło. No, poza jedną rzeczą. Obok łóżka, siedział Nathan, chowając twarz w rękach. Delikatnie położyłam dłoń na jego kolanie.
-Nath…-wyszeptałam.
Natychmiast podniósł głowę. Miał zapuchnięte oczy, wyraźnie widać, że płakał… Podbite prawe oko  i siniak na lewym policzku, były pamiątką po ciosach Marka. Delikatnie się uśmiechnął i wziął moją dłoń w swoją.
-Nareszcie się obudziłaś… Tak bardzo się bałem… Cieszę się, że jesteś…-podniósł moją dłoń, i cały czas patrząc mi się w oczy, delikatnie ją pocałował.
-Przepraszam Cię… Za niego… Nie wiedziałam, że  jest w stanie zrobić Ci coś takiego…
-Nic się nie stało, przecież to nie twoja wina. Najważniejsza jesteś teraz Ty, mną się nie przejmuj.-uśmiechnął się.
Również się uśmiechnęłam. Nie sądziłam, że sprawi mi to tyle bólu… Więc po chwili, owy uśmiech znikł, zamieniając się w grymas bólu.
-Musisz teraz dużo odpoczywać… Jesteś jeszcze bardzo słaba…-wyszeptał, odgarniając mi włosy i delikatnie gładząc po nich.
-Ile ja tu już leżę?-zapytałam po chwili.
-Dziś mija tydzień…
-Przyznaj się, od tamtej pory, nie przespałeś jeszcze żadnej nocy.
-Nie tam…
-Nie kłam. Widzę to po tobie. Nath, musisz spać…
-Daję radę, od czego jest kawa… I proszki…
-Przyprowadź tu kogoś innego, skoro tak bardzo chcesz wiedzieć, co ze mną. Ty też musisz odpocząć…
-Na razie wolę pobyć z tobą… Proszę, zrozum…-spojrzał na mnie błagalnie.
-No dobrze…
                Rozmawialiśmy jeszcze trochę, aż w końcu zasnęłam, nadal trzymając rękę chłopaka… 

*************************************
napisany, bo w końcu przez dupną pogodę nie idę na Cegłów xd a kuźwa rano tak ładnie było -,-' a teraz pada! -,-' nie wypowiem się na temat tego... tego wyżej xd jak Wy nie lubcie mojej szczerości pod ostatnim rozdziałem xd oberwało mi się, od Anki ;) szczególnie, oj xd także tego... może jeszcze w tym tygodniu kolejny hahah! xdd być może jednak jedziemy nad morze w tym roku ^^ do Krynicy chyba xd jeszcze w lipcu na spontana! xd wybaczcie, że zlikwidowałam dodawanie anonimowych komentarzy, ale domyślcie się, dlaczego ;D
kocham ;*
love. 

poniedziałek, 16 lipca 2012

Rozdział 6


                Kilka dni później dostałam odpowiedź na mojego e-maila. Facet zaprosił mnie na rozmowę kwalifikacyjną. Aż sama się zdziwiłam. Postanowił mnie przyjąć, chociaż nie miałam żadnego doświadczenia, i skończyłam dopiero co szkołę. Gość nie miał jeszcze trzydziestki na karku, był miły i zabawny, a na imię miał Sam.  Przedstawił mi też resztę zespołu: z Alexem, który jest w moim wieku, będę pracować na jednej zmianie. David jest już bardziej doświadczony w barku, więc pracuje w nim wraz z Rose, która jest najdłużej w tej robocie z nas wszystkich. Melanie, jest kelnerką, podobnie jak Maggie i Camille.
    Klub nie jest może najlepszy w mieście,  ale  w weekendy są tutaj niezłe imprezy, dzięki czemu przychodzą tłumy. Jeszcze nie mieli konieczności wzywać tu policji, czy coś podobnego. Dlatego w dużej mierze bawili się tu młodzi ludzie.
                Już w poniedziałek miałam iść tam pierwszy raz do pracy. Nathan nie był z tego w najmniejszym stopniu zadowolony, ciągle marudził, że to nie jest dobry pomysł, odradzał mi tej roboty. Ja go nie słuchałam, ale niestety: miał rację… Oczywiście musiał mnie odwieść pod klub. Już otworzyłam drzwi, ale Nath zaczął:
-Zaczekaj…
Spojrzałam w jego stronę.
-Proszę Cię tylko, uważaj na siebie… Miłego dnia.-puścił mi oczko.
-Dzięki, nawzajem.-uśmiechnęłam się.
Odjechał dopiero wtedy, kiedy przekroczyłam drzwi budynku.
    Dostałam swój fartuszek z logiem klubu i poszłam za barek. Wraz z Alexem, dziś mamy pierwszą zmianę, dopiero następnego dnia drugą. To 8 godzin minęło nam spokojnie. Nie było wielu klientów. Poznaliśmy się trochę, opowiedzieliśmy o swoim życiu.
Wróciłam na piechotę sama, za co dostałam ochrzan do Natha, że przecież miałam zadzwonić, i miał po mnie wtedy przyjechać! Dobra tam, dobra… Co za różnica?! Żyję przecież! Ale łatwo nie odpuścił, ciągle o tym nawijał.  
 Następnego dnia, nasza zmiana się nieco przeciągnęła. Nieco, czyli dużo. Napisałam do Natha, że zostaję dłużej. Wszystko przez to, że David i Rose mają duże problemy z dojechaniem na nocną zmianę, przez wypadek w centrum miasta. Przed 22:00 Alex przeprosił mnie na 10  min., bo czeka na niego dziewczyna przed klubem. Tak więc, na ten krótki czas zostałam sama. Na początku wszystko było ok. Do czasu… W pewnej chwili mój szef zawołał:
-Lane, chodź na chwilę na zaplecze!
Już miałam iść do niego, ale wtedy moją uwagę zwróciło dwóch facetów, ubranych na czarno, stojących pod jedną ze ścian. Coś między sobą szeptali, cały czas się na mnie gapiąc. W pewnej chwili, jeden z nich krzyknął:
-Ej! To ona!-i wskazał na mnie palcem.
Zaczęli biec w moją stronę, więc czym prędzej starałam się zmyć im z oczu, kierując się na zaplecze. Jednak oni mnie złapali. Zaciągnęli mnie na tyłu  klubu. Nie mogę uwierzyć, że nikt nie zareagował na to, co się stało… Jeden rzucił mną o ścianę, a drugi zapytał:
-Skąd mamy pewność, że to ona?
-Zaraz się upewnimy.
Chwycił moją koszulkę i za nią przyciągnął mnie do siebie.
-Jesteś siostrą Lane’a, s*ko?!-krzyknął mi w twarz.
Ja tylko odwróciłam głowę w inną stronę.
-No odpowiedz mi szmato!-znów rzucił mną o ścianę, a ja osunęłam się po niej na ziemię.
-Gówno was to obchodzi…-warknęłam.
-Coś Ty powiedziała?!-pociągnął mnie za włosy tak, żebym wstała.-No mów dzi*ko!-uderzył mnie z pięści w twarz.-Wiem, że to Ty i tak.-uśmiechnął się złośliwie.
Spojrzałam na niego złowrogo. Chwilę potem odebrałam kolejne ciosy w twarz. Znów osunęłam się po ścianie.
Czułam, że to koniec. Powoli traciłam wszystkie siły, już nawet nie potrafiłam się szarpać, bronić… Ponownie postawił mnie na nogi. I zaczęli mnie okładać, teraz we dwóch. Może to dziwne, ale czułam, jak uchodzi ze mnie życie. Po kolejnej serii ciosów, już nie tylko po twarzy, ale po całym ciele, popchnęli mnie na ścianę. Poczułam niesamowity, przeszywający ból, aż do szpiku kości. Przed oczami zobaczyłam ciemność i odpłynęłam… 

***********************************
miał wyjść super, a wyszło jak zwykle, czyli do dupy -,-' ostatnio jestem przybita, smutna, a powody zna wariat ;* dziękuję, że zawsze mogę na Ciebie liczyć ♥ braliście udział w akcji SIEMA TU POLSKA na TT? :D ja tak ^^ świetna zabawa, tak mnie wciągnęło, że przegapiłam swojego 2000 tweeta haha! xd  drobne sprostowanie do 5 rozdziału: pojawił się komentarz, że gratulacje, jeśli te osiągnięcia napisane przeze mnie są prawdą. tak, to prawda, gram na lewym skrzydle, ale te nagrody za najlepsze zawodniczki itd. dotyczyły mojej bohaterki, nie mnie xd ja jak na razie w mojej kolekcji mam pudło medali (nie ma ani jednego brązu! samo srebro i złoto! O.O) i 2 statuetki ;D także tego, większych osiągnięć nie mam na razie xd na blogu zaszła sporo zmiana w związku z dodawaniem komentarzy: teraz mogą je dodawać tylko użytkownicy bloga, czyli obserwatorzy ;D tak więc, jeśli chcecie komentować, musicie być obserwatorami ;) jaki był tego cel? bardzo prosty- koniec z wyzywaniem i obrażaniem mnie. idiotyczne komentarze zaśmiecają mi bloga, nie chcę tego ;D jak mi się zachce to je pousuwam ^^ moja skromna rada? JAK SIĘ KU**A NIE PODOBA, TO KU**A NIE CZYTAJ! proste? proste, ale widać kuźwa niektórzy nie są na tyle inteligentni by to pojąć ^^ następny być może jeszcze w tym tygodniu ;D dedyk dla Anku ;D ;*, która mnie zawsze tak dzielnie broni przed złymi opiniami ♥ jesteś kochana ;*** (wybaczcie, że tak krótko rozdział ;))
EDIT!: usunęłam tą funkcję, bo jest jakaś popieprzona xd można normalnie dawać komy ;) 
pozdrawiam ;D
love.

czwartek, 12 lipca 2012

Rozdział 5


                Od razu zaproponował, że lepiej by było, gdybyśmy pogadali twarzą w twarz. Powiedział, że jeśli  jest to możliwe, mogę nawet teraz przyjść na halę. Zgodziłam się. Okazało się, że to wcale nie jest aż tak daleko. Pewnym krokiem przekroczyłam drzwi hali, która była połączona z jakąś szkołą. Udałam się do pomieszczenia dla szkoleniowców, trenerów itp.
-Dzień dobry.-uśmiechnęłam się.
-Witaj. Zapewne Britney? Siadaj.-wskazał na krzesło przed jego biurkiem.
Był to gość koło pięćdziesiątki, bardzo miły.
-A więc.. Opowiedz mi coś o sobie. W sensie o grze.
-Zaczęłam grać, kiedy miałam 10 lat. Trwało to potem 4 lata. Niestety, zostałam zmuszona do przerwania gry. Nasz klub się rozpadł, rodzice… Eh, szkoda gadać!-machnęłam ręką.
-Rozumiem. Na jakiej pozycji grałaś, bądź na jakiej chcesz grać?
-Było to lewe skrzydło… No i chciałbym, żeby tak pozostało…
-Miałaś jakieś szczególne sukcesy, osiągnięcia?
-Dwa razy zostałam najlepszą zawodniczą turnieju, kilka razy byłam w najlepszej siódemce turnieju.
-Ale czekaj, czekaj… Już nie mieszkasz z rodzicami? Skoro przeszkadzali Ci w trenowaniu, teraz nie mają Ci tego za złe?
Znowu poczułam to nieprzyjemne ukłucie w sercu… W jednej chwili przypomniało mi się wszystko… „Ręczną rodziny nie wykarmisz!”- darł się zawsze ojciec, po każdym powrocie z mojego treningu… A potem obrywałam pasem… Albo czymś innym… Albo podpalał papierosem… Poczułam, jak w moich oczach zbierają się łzy. Spojrzałam na niego smutnym wzrokiem. On chyba powinien wiedzieć…
-Obieca Pan, że nikomu nie powie?-zapytałam z obawą.
-Oczywiście.
-Ja… Ja uciekłam stamtąd… Musiałam! Musiałam przerwać to piekło! Zacząć normalnie żyć! I cieszyć się upragnioną wolnością! Widzi Pan to?!-podwinęłam rękawy bluzy.-To wszystko przez niego! Krzywdził mnie w ten sposób za byle gówno! Ciągnęło się to latami! Długimi, pieprzonymi latami! Nikt mi nigdy nie chciał pomóc! Nikogo nie obchodziłam! Moje marzenia dla nikogo nie miały najmniejszego znaczenia! Byłam zerem! I dla nich zawsze nim będę! Bez względu na to, co bym w życiu osiągnęła!-wybuchłam.
Gość patrzył na mnie z wytrzeszczonymi oczami.
-Przepraszam…-wyszeptałam i na dobre się rozpłakałam.
-Nic się nie stało.-wstał, podszedł i uklęknął przy mnie.-Nie potrafię sobie nawet wyobrazić, ile się nacierpiałaś. Ale jesteś tu nadal. I musisz być. Bo życie to ciągła walka, której nie możemy przegrać. I nie możemy się poddać. Nigdy. (wybaczcie, że wykorzystuję to również tu, ale te ułożone przeze mnie dwa zdania uwielbiam ;)) Pamiętaj, że nawet, jeśli  będziesz kiedykolwiek chciała popełnić
samobójstwo, pokażesz wtedy, jak bardzo słaba w rzeczywistości jesteś. Już jedna dziewczyna ode mnie odebrała sobie życie... Zawsze była twarda, a tak naprawdę, to wszystko tłumiła  w środku…
Spojrzałam na niego. Byłam w 100 % pewna, że mogę mu zaufać. Był jak kochający ojciec, którego nigdy nie miałam i mieć nie będę...
-Dziękuję.-wyszeptałam, a on mnie przytulił.
-A więc, wracając do… Chociaż czekaj. Masz gdzie mieszkać? Czy może potrzebny Ci dach nad  głową?
-Nie, mieszkam u przyjaciela. Bardzo mi pomaga.-uśmiechnęłam się.
-A jeśli można wiedzieć, to skąd uciekłaś?
-Z Glasgow.
-Wooow, niezła jesteś! A teraz wracamy do gry.-wyjął z tego co dobrze widzę, kartę zawodnika z szuflady.-Wypełnij to.
Imię i nazwisko, data urodzenia… Z tym problemu nie było. Gorzej z miejscem zamieszkania. Ale postanowiłam wpisać adres mieszkania Natha… Oby nie miał mi tego za złe.
-Treningi zaczną się w środę za dwa tygodnie. Od 17:00. I jakbyś mogła mi na któryś z nich przynieść zdjęcie legitymacyjne, byłoby fajnie.-uśmiechnął się.
-Oczywiście. Jeszcze raz, bardzo dziękuję-uśmiechnęłam się przy wyjściu.-Do widzenia!
-Miłego dnia!
                Trener, jak marzenie! Kiedy wróciłam do domu, postanowiłam powiedzieć chłopakowi o tym adresie zamieszkania. No, ale nigdzie go nie było. Poszłam więc do mojego pokoju. Włączyłam laptopa w poszukiwaniu pracy. Tak, znowu. No ale trzeba jakąś znaleźć! Jedna oferta przykuła moją uwagę. Klub „Bridge” szuka barmanki. Wysłałam im e-maila, że jestem chętna.
-I co? Jak było?-do pokoju, bez pukania wparował Nath.
-A wiesz… Dobrze. Przyjął mnie. Ale mam jedno pytanie.
-Słucham.
-Nie masz mi tego za złe, że w danych podałam adres twojego mieszkania?
-Niee, dlaczego miałbym mieć to za złe? Przecież tu mieszkasz!-zaśmiał się.-O, a co to?-wziął z moich kolan laptopa.-Serio? Chcesz pracować w klubie?
-A dlaczego nie?
-Bo kluby… To wiesz jakie są… Naprani faceci… Jeszcze coś Ci się stanie!-spojrzał na mnie z troską.
-Hej, spokojnie! Przecież nie będę tam sama na zmianie! Będzie dobrze, nie martw się! A poza tym, jeszcze nie jest powiedziane, że się tam dostanę.-zaśmiałam się.
-Ale jeśli się dostaniesz, ja i tak się będę martwił. I będę Cię zawoził i odwoził.
-Ale Nath…
-Żadnych ale! Jakby Ci się coś stało, to bym chyba zawału dostał! Uwierz mi, znam Londyn trochę  bardziej, niż Ty…
-No dobra, dobra, niech Ci będzie…-westchnęłam.
-Wiedziałem, że wygram!-uśmiechnął się wychodząc.
                Przekręciłam tylko oczami i wróciłam do surfowania po Internecie. 

*************************************
wybaczcie, że tak długo nie było rozdziału, ale mam jeszcze drugie opowiadanie ;D które już prawie skończyłam ^^ tak więc teraz skupię się na tym blogu ;D zdradzę, że już chyba w następnym rozdziale zacznie się akcja ^^ czekajcie ;D a następny pewnie w poniedziałek ;) dziś miałam świetny sen, śnił mi się ślub mój i Dżoany ♥ pamiętajcie, ślub ten 24 lipca ;D 
kocham ;**
love.