wtorek, 26 czerwca 2012

Rozdział 3


                Kolejna godzina przekręcania się z boku na bok. Nie ukrywam, źle się czuję zwalając się komuś na głowę… I to jeszcze osobie sławnej! Nathan ma o wiele ważniejsze sprawy w życiu, niż martwienie się i zajmowanie taką idiotką… Pewnie trzyma mnie tu tylko z litości… Nie! Muszę to skończyć! Poradzę sobie… Jakoś… Może odnajdę brata? A Nathan nadal będzie wiódł wspaniałe życie, beze mnie. Tak, to jest o wiele lepsze, i dla mnie, i dla niego. Zerwałam się z łóżka, ściągnęłam z siebie luźną koszulkę i krótkie spodenki, w których spałam. Wciągnęłam na ich miejsce czarne rurki, białą bokserkę i czarno-białą bejsobolówkę. Na nogi założyłam białe trampki. Zarzuciłam nierozpakowaną nawet torbę na ramię i po cichu ruszyłam w stronę drzwi. Po ciemku próbowałam znaleźć klucz w zamku. Jednak go tam nie było… No szit! Wcześniej był, a teraz to nie ma… Nagle w przedpokoju zajaśniało światło. Natychmiast odwróciłam się i zobaczyłam Natha, w samych spodniach dresowych, który trzymał w dłoni  klucz.
-Co? Tego szukasz?-zapytał.
Nic nie odpowiedziałam, spuściłam tylko głowę…
-Dziewczyno, zrozum, ja nie chcę, żebyś Ty uciekała… Nie po to Cię tu sprowadziłem, żebyś poszła… Ja naprawdę, chcę Ci pomóc, dać nowe życie… Proszę, zaufaj mi…-powiedział podchodząc do mnie.
-Wiesz, że będzie z tym problem, prawda?-spojrzałam mu w oczy.
-Wiem… Ale wierzę, że się uda…
-Nathan, wybacz mi, ale… Ja uważam, że mimo twoich wspaniałych chęci, ja nie powinnam tu zostać… Jesteś sławny, masz miliony fanów na świecie, własne, o wiele ważniejsze problemy… A ja? Ja byłabym dla Ciebie tylko dodatkowym… Nie chcę tego… Lepiej byłoby, gdybyśmy w ogóle się nie spotkali…
-Gdybyśmy w ogóle się nie spotkali, nie byłoby Cię już tutaj, nie byłoby Cię nawet na tym świecie…  Britney, naprawdę nie będziesz żadnym problemem. Gdybym tak myślał, nawet bym Cię nie uratował… Już wtedy wiedziałem, że Tobie trzeba pomóc. I ja chcę to zrobić. I zrobię. Ale, musisz mi zaufać. Wiem, że to dla Ciebie trudne, ale wierzę, że dasz radę…
-Naprawdę chcesz, żebym została?
-Tak. I nie próbuj więcej uciekać, bo i tak Ci się to nie uda.-uśmiechnął się i zsunął torbę z mojego ramienia, biorąc w swoje ręce.
Zaniósł ją do, wygląda na to, że już mojego pokoju.
-Dobranoc.-uśmiechnął się wchodząc do siebie.
                                                  
                                                 ***następnego dnia***
                     Hmm… Może by tak wypadało spotkać się z bratem po tych kilku latach rozłąki? No tak, wypadałoby. Wzięłam do ręki telefon i zadzwoniłam do niego. Odebrał po dwóch sygnałach. Po dość krótkiej rozmowie, umówiliśmy się w pobliskiej kawiarence. Mark (nie no oczywiście musiałam mu dać odpowiednik imienia mojego brata xd a no właśnie, chce ktoś mojego brata kupić? xd singiel, 21 lat xd ponoć nie brzydki xp nawet za złotówkę mogę, tyle żeby się go pozbyć! xd dobra wracamy do rozdziału ;)) był akurat na terenie Londynu, więc bez problemu mógł się zjawić.
                O umówionej godzinie 16:00, ubrana w te same ciuchy, w których chciałam uciec, plus nie za duża torba,  zjawiłam się przed drzwiami kawiarni. W tym samym momencie pod nią podjechał motocyklista. Jak okazało się chwilę później, był to mój brat! Nie wiem, skąd wziął kasę na takie cacko, ale ten temat pozostawmy… Rzuciliśmy się sobie w objęcia. Mark był zupełnym przeciwieństwem mnie. Miał ciemne, prawie że czarne włosy, lekko opadające na jego czoło i oczy koloru gorzkiej czekolady. On odziedziczył urodę ojca, ja natomiast matki. Udaliśmy się do wnętrza kawiarni. Usiedliśmy przy stoliku, na końcu i jednocześnie w rogu lokalu.
-Ale Ty się zmieniłaś! No, ale twój wzrost pozostał…-zaśmiał się.
-Masz coś do mojego 165 cm.?!-udałam oburzenie.
-Ależ skądże! Taki wieczny kurdupel…
-Haha, bardzo śmieszne… Tak jakbyś Ty był ode mnie o wiele wyższy!
-No, te swoje 185 cm. mam, dziewczynko.
-Dziewczynko… Ja Ci zaraz dam dziewczynkę!
-Haha, tego mi brakowało… A w ogóle, jak Ty się tu znalazłaś? Przez telefon nie chciałaś powiedzieć…
-Bo to nie była na telefon rozmowa! Słuchaj, ja też uciekłam. Dwa dni temu… Gdyby nie pewna osoba, nie byłoby mnie tu teraz… Mark, ja chciałam popełnić samobójstwo…
-Co Ty siostra gadasz?!
-No tak! Gdyby nie on, nie żyłabym. Ale żyję, mieszkam właśnie u niego, u Nathana. I nie, nie daję mu dupy! Przygarnął mnie, chce mi pomóc. Uwierz, on mi nie zrobi nic złego… Widzę to po nim. A dobrze wiesz, że bez problemu potrafię rozpoznać, czy dany człowiek jest zły, czy też dobry.
-Dobra, wierzę Ci. Ale jeśli gówniarz Ci coś zrobi, to nie ręczę za siebie…
-Ten gówniarz ma 19 lat.
-Dla mnie gówniarz! Ja mam 22 lata, skarbie.-puścił mi oczko.
-A tak w ogóle, co Ty robiłeś tutaj przez te 4 lata?
Z jego twarzy momentalnie zniknął uśmiech, którego miejsce zajęło zakłopotanie. Spuścił głowę i zaczął patrzeć się w jeden punkt na podłodze.
-Boże, Mark… W co Ty się zaplątałeś…?
Niepewnie spojrzał mi w oczy.
-Skąd wiesz, że się zaplątałem?
-Człowieku, to widać po tobie… Coś Ty zrobił?!
-Britney… Ja przez te lata… Ja byłem członkiem mafii…
-CO?!-nie mogłam uwierzyć w to, co właśnie usłyszałam…
-Ciii... Nikt nie może usłyszeć… Ale nasz gang już się rozpadł… Kilku złapali, mnie się nie udało i nie uda. Nigdy do tego nie wrócę, obiecuję Ci…
-Mark, od tego nie da się uwolnić, rozumiesz? Nigdy… To stąd miałeś tyle kasy, na to wszystko? Na motor, ciuchy, dom?
-Tak… To było moje jedyne wyjście… Musiałem z czegoś żyć! Musiałem…
-Matko…-oparłam się łokciami o stolik i rękami zasłoniłam twarz.
-Słuchaj, a teraz Ci coś dam…
Podniosłam głowę. Brat obejrzał się kilka razy, czy nikt nie patrzy i po chwili, z plecaka wyciągnął… pistolet!
-Daję Ci to dla twojego dobra… Jeśli dowiedzą się, że jesteś moją siostrą, też możesz mieć kłopoty… Daję Ci go dla bezpieczeństwa i obrony… Używaj tylko w ostateczności… Jest naładowany, bierz i nikomu nie pokazuj.-wcisnął mi go w rękę.
Spojrzałam na niego zszokowana… Boże… Przez to, że on się w to wpakował, ja też mogę mieć przez niego kłopoty… W końcu posłusznie schowałam go do torby…
-Ile masz pieniędzy?
-Kilka stów, jeszcze z własnych oszczędności…
-Poczekaj…
Zaczął grzebać w plecaku. Po chwili wyciągnął portfel. Z niego wyjął jedną z kilku (!) kart kredytowych i mi ją wręczył.
-Trzymaj. Jest twoja, rób z nią co chcesz.-uśmiechnął się.
-Wow… Dzięki… Ale pamiętaj, do końca życia, będę mieć do Ciebie uraz za to, kim byłeś… Do zobaczenia.-rzuciłam, puszczając mu przy tym oczko i kierując się w stronę drzwi wyjściowych.
                Teraz moja cała rodzina się stoczyła… Matka- nie zwracała uwagi na to, jak ojciec się nad nami znęcał… Sama czasami pomagała… Prowadziła nieczyste interesy w swoim własnym sklepie jubilerskim, przez co w domu też nie brakło kasy… Ojciec- no ojciec, bił za co popadnie, prowadził własny interes, też oczywiście nieczysty… A brat? Myślałam, że chociaż on będzie uczciwy i normalny… Ale nie! On musiał stać się jednym z nich! Pieprzonym członkiem gangu mafii! A ja? Ja przez niego też mogę mieć teraz problemy! No super extra…
                 Całą drogę do domu z trudem wstrzymywałam łzy…

************************
znów mi taki jakiś dziwny chyba wyszedł.... -,- wybaczcie za zmianę czcionki w środku tekstu, nie wiem czym to jest spowodowane :/  dziękuję za te wszystkie wspaniale komentarze pod ostatnim rozdziałem ♥ naprawdę są bardzo miłe i podnoszą mnie na duchu :) i jeszcze bardzo dziękuję za ponad 1000 wyświetleń! :D ;* ♥ nexta spodziewajcie się w następnym tygodniu ;D nie wiem jak wy, ja już żyję piątkiem i moimi urodzinami, które mam w ten dzień ^^ także jest on podwójnie szczęśliwy :D jak dla mnie xd
kocham ;* 
love.

wtorek, 19 czerwca 2012

Rozdział 2


                Już miałam nacisnąć, kiedy ktoś wytrącił mi nóż z ręki, krzycząc przy tym:
-Co Ty wyprawiasz?!
-Ej!-rozpaczliwie próbowałam chwycić zgubę, leżącą dość blisko mnie.
-Zostaw to!- nieznana mi osoba brutalnie wyrwała nóż z ręki i odrzuciła daleko.
W tym momencie nerwy mi puściły i rozpłakałam się, przyciągając kolana do brody i zakrywając twarz rękami.
-Hej, spokojnie…-powiedział po dłuższej chwili. Tak, to był chłopak.
Kiedy już się trochę opanowałam, zapytał:
-A tak w ogóle, pomijając fakt, że chciałaś to zrobić, to co robisz tutaj o tej porze?! To nie jest bezpieczna okolica!
-Jakby mnie to rzeczywiście obchodziło…-parsknęłam.
-Dlaczego nie jesteś w domu?-ciągnął dalej.
-Ja nie mam domu.-burknęłam
-Jak to?
-Uciekłam.
-Skąd?
-Z Glasgow.
-Co?! Przecież to kawał drogi!
-I o to chodziło. Tu mnie nie znajdą.
-Czyli dlatego, że nie masz gdzie się podziać, chciałaś się zabić?!
-Nie tylko, uwierz mi, mam o wiele więcej do tego powodów. Poza tym, co Cię to w ogóle obchodzi?!-zdenerwowałam się.
-Ja chcę Ci tylko pomóc!
-Aha, na pewno. Już to dużo razy słyszałam.
-Uwierz mi, proszę.-powiedział klękając przede mną i patrząc się w oczy.
-Nawet Cię nie znam!
-No to mnie poznasz! Nathan, miło mi.-uśmiechnął się.-Nie bój się, nie zrobię Ci krzywdy. Choć.-wstał i wyciągnął w moją stronę rękę.
-Gdzie?
-Chyba musisz gdzieś zostać chwilowo, nie? Pójdziesz do mnie, mam wolny pokój.
-Ale…
-Żadnych ale! Choć!-chwycił moją rękę i pomógł wstać.-Wezmę Ci torbę.
Zaprowadził mnie do swojego samochodu. Całą drogę żadne z nas się nie odzywało. W końcu zatrzymał się przed jakimś apartamentowcem. Wysiedliśmy i weszliśmy do wnętrza budynku. Wjechaliśmy windą na ostatnie piętro. Potem otworzył drzwi do swojego mieszkania i wprowadził do środka.
-Tu jest twój pokój.-powiedział wskazując na przedostatnie drzwi na końcu korytarza.-Po lewo masz łazienkę.-dodał.-A naprzeciwko mnie.-zaśmiał się.-Hej, uśmiechnij się!
-Nie umiem. Gdybyś miał takie życie jak ja, też byś nie umiał…
-Może powiesz mi coś o sobie? I zdradzisz, jak masz na imię...
-Britney.
-Choć do salonu, tam pogadamy.
Opowiedziałam mu o sobie wszystko… Dokładnie wszystko… Nigdy, przed nikim się tak nie otworzyłam… A co dopiero przed osobą, którą poznałam paręnaście minut temu… Jednak on wydawał się być inny. Z jego zachowania faktycznie wyglądało na to, że chce mi tylko pomóc… Ale muszę być ostrożna, jeszcze kolejny raz moje serce może zostać złamane, a tego nie chcę… Nie mówię o tym pod względem miłości, nie. I tak jej nigdy nie przeżyłam i nie przeżyję… Opowiedział mi również o sobie. Dowiedziałam się, że gra w zespole The Wanted, ale akurat ma wolne, bo reszta zespołu wyjechała na wakacje. On nie chciał jechać ze względu na to, że nie ma partnerki i po prostu czułby się niezręcznie. Był tylko rok starszy ode mnie. Podczas tej rozmowy mogłam mu się przyjrzeć. Brunet z lekko podniesionymi włosami i z zielono-niebieskimi oczami. Wyższy ode mnie o co najmniej pół głowy…
-Sam widzisz. Twoje życie w porównaniu z moim, było bajką…-wyszeptałam i udałam się do mojego obecnego pokoju.

                                                  ***następnego dnia***
                -Ej, co Ty robisz? Ja poz…-powiedział, kiedy zobaczył, że zmywam naczynia.
Jednak urwał, a ja domyśliłam się, że zobaczył to, czego nie powinien. Natychmiast zaciągnęłam rękawy swetra. Ale on od  razu wziął moją jedną rękę, i ponownie je odciągnął. Dłuższą chwilę się jej przyglądał. W końcu zapytał:
-Czy… Czy to… Czy to są rany od podpalania papierosem...?
-Tak…-wyszeptałam, wyrywając mu przy tym rękę.
Znowu zalałam się łzami… On bez wahania podszedł do mnie i przytulił.
-Kto Ci to robił…?-spytał gładząc mnie po głowie.
-Ojciec…
-Ale to tylko tutaj… Tak?
Odsunęłam się od niego, odwróciłam tyłem i podwinęłam koszulkę, pokazując tym samym całe plecy pokryte identycznymi bliznami…
-O ku**a…-zaklął.-Choć tu.-znów mnie przytulił.-Twój koszmar się skończył, rozumiesz? Już nigdy, nikt Cię nie skrzywdzi, nie ze mną… Nie pod moim dachem…
                Długo płakałam w jego koszulkę, aż w końcu moje łzy wyschły… 

******************************
ten rozdział mi się tak szybko i przyjemnie pisało, że szok O.o ale jakiś taki dziwny mi wyszedł... przynajmniej ja mam takie odczucie xd  następny nie wiem kiedy xd może za tydzień... moooże ;) za 10 dni mam urodziny, juhu ^^ dajcie znać, jak wam się podoba (o ile w ogóle) w komentarzu ;)
kocham ;*
love.

czwartek, 7 czerwca 2012

Rozdział 1


                Kolejny beznadziejny dzień mojego bezsensownego życia. No, może trochę inny, ze względu na urodziny. Chociaż nie, wróć! Nikogo i tak to nie obchodzi, więc pierwotna wersja jest lepsza. Mam już tego wszystkiego dość. Tego domu, ludzi wokół mnie… Muszę uciec. I dziś w nocy to zrobię. Jestem już pełnoletnia, otrzymałam świadectwo ukończenia szkoły średniej. Mogę robić, co chcę i nikt mi nic nie może  tego zabronić. Torba leży i czeka spakowana na dnie szafy. Wystarczy poczekać, aż rodzice pójdą spać. I tak ich nie obchodzę, zawsze wyżywali się na mnie i bracie. Ale on uciekł, kiedy ja miałam 14 lat. Teraz ma 22, nie wiem gdzie mieszka, ale mam z nim ciągły kontakt, chociaż rodzicom uparcie twierdzę, że tak nie jest… Jakieś 2 lata temu też uciekłam. Lecz niestety mnie znaleźli. To był koszmar… Nie dziwne, wtedy wybrałam zbyt bliskie miasto. Teraz postawiłam na Londyn. Bilet na pociąg już mam. Tam mnie na pewno nie znajdą. Zmieniłam również numer telefonu. Co prawda kilka dni temu, ale rodzice się nie skapnęli. I bardzo dobrze. Wypadałoby chyba jakiś liścik napisać… Ok, to piszemy: 

                                                „Drodzy” rodzice
Tak, ja też uciekłam. Nie szukajcie mnie, i tak nigdy nie dam się złapać. Dziękuję za spieprzenie mojego życia. Za te wszystkie fatalne chwile. Za wszystkie rany i siniaki, które dzięki wam powstały na moim ciele. Za wmawianie mi, że jestem zerem i nikomu nie jestem potrzebna. Udało wam się zrobić ze mnie wrak człowieka. Co? Tego chcieliście? Więc macie efekty! Nienawidzę was od zawsze i na zawsze.
                                                                                 Była córka- Britney.
Dobra, zrobione.
Zaczyna dochodzić północ. Pociąg jest o równej 01:00. Wypadałoby się już zacząć zbierać. Ostrożnie wyjrzałam zza drzwi mojego pokoju. Ciemno, cicho i pusto. Tak, poszli spać. Albo wyszli na jakąś imprezę… Też możliwe. Wyciągnęłam z szafy torbę. Stanęłam w drzwiach i ostatni raz spojrzałam na to pomieszczenie. Szczerze? Nie czułam teraz nic. Żadnego żalu albo smutku, czy coś w tym stylu. Zeszłam po schodach na dół. Zostawiłam liścik na stole w salonie. Wyszłam z domu. Zatrzymałam się przed bramą i rzuciłam okiem na to miejsce. Uśmiechnęłam się pod nosem, myśląc, że ten koszmar dobiegł już końca.
                Do peronu nie miałam zbyt daleko. Powolnym spacerkiem doszłam tam. Nie musiałam długo czekać. Pociąg zjawił się dość szybko. W trakcie jazdy słuchałam muzyki, może trochę się też zdrzemnęłam.
                Na miejsce dojechałam około 04:00 nad ranem. I wtedy zdałam sobie sprawę z jednej, bardzo ważnej rzeczy, a mianowicie, że nie mam gdzie się podziać… Ale ze mnie idiotka! Chociaż, może to i lepiej? Skoro moje życie i tak nie ma sensu, to chyba lepiej je skończyć… Wtedy wszystkie moje problemy i zmartwienia znikną bezpowrotnie…  
     Weszłam w jakąś wąską i ciemną uliczkę. Usiadłam pod murkiem. Wyciągnęłam z torby nóż. Zawsze starałam się nosić go przy sobie, bo nigdy nie wiadomo, kiedy będzie potrzebny. Teraz przyda się idealnie.  Zaczęłam wspominać całe moje życie. Fatalne życie. Nigdy nikt nie powiedział mi „Kocham Cię”, nigdy nie miałam chłopaka, a najlepsza „przyjaciółka” zerwała ze mną kontakt po przeprowadzce. Moja marzenia  związane z ręczną rozpadły się wraz z rozpadem drużyny. Ze łzami w oczach przypominałam sobie to wszystko. Po chwili owe łzy ciekły już strumieniami po moich policzkach. Teraz byłam już pewna tego, że nie chcę więcej żyć. Zacisnęłam dłoń. Ostrze noża przyłożyłam do ręki. Wystarczyło już tylko nacisnąć…

*****************************
i jest rozdział ;) trochę krótki, ale musiałam w odpowiednim momencie przerwać ;D powstał dzięki mojemu chwilowemu załamaniu ^^ mam nadzieję, że ten blog również odniesie taki sukces co poprzedni ;)
kocham was ;*
love.

piątek, 1 czerwca 2012

Bohaterowie


                                                    Britney Lane 
                                                 ur. 29.06.1994r.  
                                      miejsce zamieszkania: Glasgow 


Przeszła w swoim życiu bardzo wiele. Rodzice znęcali się nad nią i jej starszym bratem. Kiedy on ucieka z domu, a jej najlepsza przyjaciółka wyjeżdża do Stanów, życie Britney zamienia się w jeszcze gorszy koszmar. Gdy kończy 18 lat postanawia iść w ślady brata.


                                                     Nathan Sykes 
                                                   ur. 18.04.1993r. 
                                miejsce zamieszkania: Londyn/Gloucester

Tego pana to chyba znacie ;D.


                                         
                                                         The Wanted 


UWAGA: nie wiem, kiedy pojawi się tutaj rozdział ;) najprawdopodobniej najpierw skończę to opowiadanie, a potem zacznę pisać tu ;) ale jeszcze zobaczymy :D